Świadectwa z rekolekcji „Revolution of Love” 14-16.10.2016

Przed tym świadectwem czytałam dużo innych aby się zainspirować, bo tak naprawdę moja historia nie jest taka piękna jak inne, które czytałam ale czuję, że mimo wszystko powinnam to napisać. Do Wojska dołączyłam jeszcze przed rekolekcjami za namową mojego przyjaciela z Oazy, który był na wakacjach z Wojskiem. Na mszę Święta chodziłam przeważnie dlatego, że śpiewam w zespole. Kiedy dowiedziałam się, że będą rekolekcje ucieszyłam się bardzo ponieważ zawsze lubiłam takie wyjazdy, teraz trudno mi to przyznać ale raczej ze względu na ludzi, niż na Boga. Na jednym ze spotkań Wojska, ktoś powiedział że ludzie się nawracają, płaczą i bardzo przeżywają ten wyjazd. Kiedy jechaliśmy, wszyscy śmiali się że jedziemy do klasztoru. Większość osób jechała po to, żeby nie zdawać pytań do bierzmowania, ja natomiast chciałam to w jakiś sposób przeżyć. Gdy dojechaliśmy przywitał nas ksiądz „Masa”, mieliśmy ustawić się w szeregu i być cicho. Moim rówieśnikom nie podobało się to zachowanie, mi to szczerze mówiąc to nie przeszkadzało. Na pierwszej mszy usiadłam ze wszystkimi z mojej klasy. Większość oczywiście nie wierzyła w Jezusa, śmiała się ze wszystkich piosenek i ze wszystkiego. Nie pamiętam dokładnie co było potem ale wiem, że byłam w gronie osób nie wierzących i robiłam głupie rzeczy, o których staram się teraz zapomnieć. Następnego dnia „przygarnęły mnie do siebie” moje dobre koleżanki, a w szczególności Marta i Julia, którym teraz bardzo dziękuję. Zaczęłam uważać na mszach, które dawały mi dużo do myślenia i były naprawdę wartościowe, na wykładach które były chyba najlepszymi na których miałam okazję być. Przejdę teraz do spowiedzi przed którą stresowałam się bardzo mocno. Wybrałam księdza, który zna mnie najlepiej. Szczerze bałam się powiedzieć wszystko księdzu ale czułam, że jest to być może jedyna taka szansa. Nie mogę ukryć, że w trakcie spowiedzi się popłakałam. Było mi wstyd. Na szczęście ksiądz to zrozumiał co dało mi dużą ulgę. Po spowiedzi wyszłam czysta, po prostu czysta. Przeżywałam tą spowiedź aż do czasu kiedy oddawaliśmy życie Jezusowi. Podczas modlitwy wstawienniczej poprosiłam o to żebym mogła jeszcze jakoś przeżyć te rekolekcje. Gdy wszyscy się nade mną modlili, prosili Ducha aby przyszedł czułam się tak dobrze jak nigdy wcześniej. Było mi ciepło i czułam coś czego nie da się opisać. Czułam że należę do Jezusa. Po powrocie przez kilka dni byłam z Jezusem ciągle, gdy wracałam ze szkoły, spałam, jadłam, uczyłam się czy też myłam zęby. Od Revolution minął dobry miesiąc. Ksiądz przypomniał mi o świadectwie. W czasie rekolekcji obiecałam sobie, że napiszę je po powrocie. Oczywiście tak się nie stało. Po tych kilku dobrych dniach z Jezusem, znów zaczęłam chodzić do kościoła tylko ze względu na to, że śpiewam w zespole, stałam się leniwa, kłóciłam się z rodzicami. Byłam sobą sprzed rekolekcji i Wojska. Niedawno byłam znów na Wojsku. Ostatnie spotkania były spotkaniami integracyjnymi, aż w końcu mogliśmy normalnie porozmawiać o Jezusie. Nie mogę powiedzieć że nie przeszkadzałam, bo przeszkadzałam, czego bardzo żałuję. Musiałam na chwilę wyjść. Wtedy chciałam po prostu ochłonąć. Zaczęło się coś we mnie zmieniać. Następnego dnia po próbie zespołu przeczytałam Pismo, zaczęłam po prostu z Panem Bogiem rozmawiać. Teraz widzę że ta rozmowa była taka jaką określali rozmowę z Bogiem na rekolekcjach – swobodna, szczera i z serca. Jestem 3 godziny po mszy, po spotkaniu do bierzmowania. Wszystkie wspomnienia z Revolution wróciły. Po prostu. Dzięki jednej piosence którą śpiewaliśmy. Jest ona oczywiście z Wojska, opisuje ona idealnie co się teraz u mnie dzieje. Teraz wiem, że NIGDY nie jest za późno żeby Boga pokochać albo żeby znów powiedzieć że się go kocha, znów z nim porozmawiać, żeby się przed nim otworzyć bo zawsze nas wysłucha, kocha nas najbardziej na świecie i jest ZDECYDOWANIE naszym najlepszym przyjacielem, który zawsze wybacza. Podczas spowiedzi mój spowiednik powiedział bardzo ważne słowa, które noszę w swoim sercu do tej pory : „BÓG CI JUŻ DAWNO WYBACZYŁ”. Dają mi one nadzieje że u Pana nigdy nie jestem i nie będę stracona, zawsze mogę do niego przyjść i porozmawiać. Chciałabym zaznaczyć, że bardzo spodobał mi się taniec na mszach, który pokazuje, że nie tylko przez modlitwę można Boga kochać, wielbić. Jezu dziękuję Ci za Księdza „Masę”, który pokazuje jak bardzo można się cieszyć z miłości Boga i być szczęśliwym dzięki Tobie, dziękuję za Księdza Tomka (teraz mojego stałego spowiednika, dzięki tamtej spowiedzi), za moją wspaniałą animatorkę Weronikę, za innych animatorów w szczególności za Adama i Maćka z którymi złapałam najlepszy kontakt i wiem, ze zawszę mogę się do nich zwrócić z pomocą, dziękuję za Julię, Martę, Olę i Olę, które mnie właśnie do siebie „przygarnęły”, dziękuję za każdą poznaną osobę, za każdego księdza oraz za każdego kto pomagał mi się umacniać w wierze. Uwielbiam Cię Panie Jezu w osobach które nadal Cię nie kochają i które nadal się przed Tobą nie otworzyły, proszę Cię aby mogły kiedyś doznać Twojej miłości. Chwała Panu!

***

 

Chciałabym podzielić się z Wami moim świadectwem. W porównaniu z wielkimi przeżyciami innych, moje może być mało efektowne, jednak jest prawdopodobieństwo, że oddanie takiego małego kawałka siebie, pomoże jakiejś osobie w odnalezieniu Boga. Wcześniej znałam Boga, był nawet okres, kiedy mocno go kochałam, a dzień października bez różańca nie był spełniony. Jednakże nie byłam stała w uczuciach, non stop przerywałam tę relację, a potem wracałam i tak, zgodnie z powiedzeniem „Jak trwoga to do Boga”. W okresie gimnazjum nie zwracałam uwagi na Niego, kłóciłam się z rodzinami, gdyż chcieli, abym uczęszczała do kościoła, ja stawiałam na swoim i robiłam co mogłam, by się tam nie znaleźć. Zachowywałam się tak jakby był moim największym wrogiem, zapominając o tym, co niegdyś do niego czułam. Gdy usłyszałam o rekolekcjach, byłam przeciwna, mimo wizji kolejnej wycieczki, w dodatku na kilka dni. Uległam jednak, wiadomo ze względu na korzyści, płynące z tego wyjazdu. Nie sądziłam, że coś tam się odmieni, miałam kompletnie zamknięte serce. Te wykłady i dobroć księży, która jest dla mnie ujmująca, sprawiły, że zagłębiłam się bardziej w ten temat, bo cóż miałam do stracenia? „Nakręciłam się” mocno na modlitwę wstawienniczą, która miała być najpiękniejszym momentem mojego życia. Nie poczułam nic podczas niej, oprócz euforii, ale wiem, że to przez to, ze z przyzwyczajenia moje serce nie było otwarte. Poczułam coś innego. Poczułam te dawne uczucie, które czułam kiedyś wobec Boga. Poczułam łzy spływające po policzkach, tak jak przy spotkaniu z przyjacielem, którego się nie widziało tyle lat. Od tego czasu wielbię Jezusa, nadal walczę z samą sobą, by pamiętać o nim, czasem nadal go lekceważę, jest trudno całkowicie się przestawić. W życiu tak bywa, że efekty czegoś pojawiają się późno, ale mimo wszystko wiem, że na zawsze będę pamiętała ten wyjazd, a wspólnota Wojska Gedeona (do której dołączyłam po przyjeździe) będzie tak jakby cząstką mnie. Odkryłam też inny wymiar modlitwy: poprzez śpiew. Od przyjazdu niejednokrotnie zdarza się, że przyłapuję się śpiewającą „Revolution of Love”. I dobrze, bo jak mówił św. Augustyn „Kto śpiewa, modli się dwa razy”. Zrobię wszystko, co w mojej mocy by utrzymać Jezusa przy sobie, szczególnie w tym szczególnym okresie, jakim jest Adwent. Chwała Panu!

***

 

Na zmiany nigdy nie jest za późno. Na zmiany nie można czekać. Trzeba działać od razu, jak tylko dostaniesz impuls. Ja go dostałam. Wiedz po prostu, że warto. Warto oddać Bogu serce i czas. Być mu wdzięcznym. Doświadczyć na własnej skórze tego, co ci szczęśliwcy, których widzisz w kościele i na rekolekcjach. Czujesz tą moc, którą emanują. Widzisz szerokie uśmiechy albo zamknięte oczy, całkowitą powagę i skupienie na twarzach. To jest właśnie szczęście. To, czego tak usilnie szukasz. Ja też tego szukałam, na własną rękę. To się nie uda. Stracisz zapał. Nic dziwnego, musisz wiedzieć samemu nic nie można. Mówię to na własnym przykładzie. Miesiąc temu poszłam do spowiedzi. Było to najsilniejsze pchnięcie do konfesjonału jakie poczułam w całym swoim życiu. Pierwsza prawdziwie szczera spowiedź. Ksiądz powiedział mi ,,Bóg skacze teraz z radości”. Te same słowa usłyszałam miesiąc później podczas spowiedzi w cztery oczy na Revolution of Love. Ksiądz rozmawiał ze mną jak stary przyjaciel. Nie byłam gorsza. Byłam taka jak on i nie miałam czego się wstydzić. Otworzyłam się, płakałam, nie było we mnie już ani grama strachu. Zaufałam całym sercem. To nie jest otwieranie się tylko przed spowiednikiem, ale też przed samym Jezusem. Zyskałam dwóch przyjaciół i czułam to wyraźnie. Później, przy modlitwie wstawienniczej, poczułam spływające na mnie ciepło. Modliłam się razem z animatorką i księdzem o to upragnione szczęście, o to by Duch Święty przyszedł i wypełnił mnie całą. Żeby Bóg zechciał przyjść i zmienić moje życie. Gdy usiadłam w ławce i spojrzałam na ołtarz, poczułam, że On już tam jest… Jedyne co zostało we mnie, to smutek, że to już koniec i lęk, że jak wrócę do szkoły to nie uda mi się tego zatrzymać w sobie. To był mój błąd. Bo to zostaje. Było we mnie cały czas, non stop działało, puszczało korzenie. Jeśli tego nie chcesz, to nigdy nie przyjdzie. Nic nie ma w życiu za darmo. Ale dla Twojego Boga wystarczą najmniejsze chęci. Gdyby nie te rekolekcje – to nie miałoby miejsca w moim życiu. Gdyby nie księża, animatorzy, przyjaciele – nigdy bym nie pojęła tej niezwykłej miłości. Gdyby nie spowiedź – nie poczułabym tej uwagi, cierpliwości, braterskiej miłości. Nie doznałabym tej rewolucji. Bóg wszystko zmienia, jeśli mu na to pozwolisz.

****

Od początku cieszyłam się na wyjazd na rekolekcje. Dużo osób mówiło mi, że to coś pięknego. Chciałam to przeżyć w 100{90eb36d9865234ae2a842c63f748ccb838745d9fb9e5ca6c6ae523d7a8d668ad} sercem. Zawsze byłam osobą wierzącą i bardzo kochałam Boga. Chciałam pogłębić moją relację z Nim poprzez wyjazd. Jednak to co mnie spotkało, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. To czego się nauczyłam na konferencjach zapamiętam do końca życia. Najbardziej przydatna okazała się spowiedź. Była to rozmowa, która oczyściła mnie i sprawiła, że na nowo zaczęłam żyć pełnią sił. Księdza, który mnie spowiadał potraktowałam jako przyjaciela; wyjawiłam mu wszystko co mnie boli. Drugą najpiękniejszą rzeczą jakiej doświadczyłam była adoracja i nocne czuwanie. Wczułam się całym sercem i śpiewałam piękne piosenki wielbiące Boga. Bardzo dobrze spisali się nasi animatorzy. Element modlitwy wstawienniczej był czymś czego nie da się opisać. Poczułam mnóstwo emocji naraz. Poczułam ogromną miłość Boga. Poczułam jak Duch Święty wypełnia moje serce. Po powrocie czułam się zupełnie innym człowiekiem. Zaczęłam pomagać ludziom i okazywać im więcej ciepła. Zrozumiałam, że prawdziwą sztuką życia chrześcijańskiego nie jest uczestnictwo we mszy, czy też rekolekcje. Prawdziwą sztuką jest codzienne życie w imię Boga. Postanowiłam też, za radą wielu osób wstąpić do wspólnoty Wojska Gedeona. Wierzę w to, że to będzie jeden z najlepszych wyborów w moim życiu. Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy sprawili, że te rekolekcje były tak piękne: od animatorów, naszych księży i księży Salezjanów, po nas samych, uczestników rekolekcji. Dziękuję wszystkim i mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.

M.K

****

Kiedy jechałam na rekolekcje „Wojska Gedeona” wierzyłam w Boga, ale nie łączyła mnie z nim aż tak duża więź. Nie byłam za bardzo pozytywnie nastawiona do tego wyjazdu, ale gdy tam już się znalazłam okazało się, że nie będzie źle. Kluczowa dla mnie była spowiedź. Wtedy bardzo się otworzyłam, co nie było dla mnie nigdy łatwe – zawsze wstydziłam się swoich grzechów, tego co zrobiłam. Kiedy zrzuciłam z siebie ciężar poczułam bardzo dużą ulgę. Nagle wypełniła mnie radość, chciałam po prostu cały czas tańczyć, śpiewać, czułam się jak piórko, a na sercu zrobiło mi się lekko. To nie była taka zwykła spowiedź, nigdy nie czułam takiej ulgi jak wtedy. Zrozumiałam, że powinnam poświęcać Bogu więcej czasu, że Go zaniedbywałam. Bardzo źle się z tym czułam, bo zrozumiałam, że zrobiłam Mu tym dużo przykrości, od tamtej chwili postanowiłam to zmienić. Zrozumiałam, że pomimo moich słabości to Bóg i tak mnie kocha, że jest przy mnie, kiedy Go potrzebuję. W trakcie modlitwy wstawienniczej postanowiłam jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. To też było niesamowite przeżycie. Wtedy też wypełniła mnie niesamowita radość. Dzięki temu wyjazdowi bardzo zbliżyłam się do Boga i chce to zatrzymać. Nie żałuję ani jednej sekundy spędzonej tam i cieszę się, że mogłam tam pojechać.

O.