Świadectwa z Revolution of Love 27-29.10.2017

Szczęść Boże, na wstępnie chciałabym również podziękować za wszystko co się wydarzyło podczas tych rekolekcji. Na rekolekcje jechałam pod przymusem rodziców i może trochę też księdza Mateusza , ponieważ trzeba było zaliczyć ten etap aby móc przyjąć bierzmowanie do którego przymuszali mnie rodzice. Pierwszy dzień był dla mnie najgorszy, zastanawiałam się co ja tam robię. Dzwoniłam do mamy i prosiłam, żeby po mnie przyjechała i zabrała do domu, ale ona powiedziała, że dam radę i że to w końcu tylko kilka dni. Rano w sobotę już sobie tylko myślałam, że przetrwam ten dzień i na następny już będę w domu i będzie wszystko po staremu. Najwspanialszy był wieczór i wszystko co się tam wydarzyło. Zawsze żyłam w przekonaniu że nie wierzę mocno w Boga i też z takim przekonaniem byłam na tych rekolekcjach aż do Adoracji. Podczas modlitwy wstawienniczej czułam się normalnie, nic mnie nie poruszyło, nie odczuwałam nic. Dziwiło mnie bardzo jak niektórzy wychodzili zapłakani. Podczas adoracji nagle zaczęłam płakać i poczułam takie ciepło w moim sercu i tak nagle zaczęłam wierzyć we wszystko i to był dla mnie wielki szok, jak ja taka Klaudia która zawsze mówiła, że w sumie nie wie czy wierzy w Boga nagle zaczęła wierzyć. Teraz zapyta przez kogokolwiek czy wierzę w Boga bez zastanowienia odpowiem TAK WIERZĘ . Następną rzeczą najcudowniejszą była spowiedź na którą udałam się od razu po adoracji. Nagle poczułam, że muszę się wyspowiadać. Poryczałam się jak głupia ale wszystko ze mnie zeszło i czuję w końcu spokój, ulgę i ciepło w sercu. Dziękuję jeszcze raz z całego serca za te rekolekcje

 

***

Chciałbym złożyć swoje świadectwo
Na rekolekcje przyjechałem praktycznie po to by nie zdawać pytań do bierzmowania. Pojechałem tam z bardzo pesymistycznym nastawieniem, byle przeżyć te 2 dni. Miałem fajnego animatora Kubę , który sumiennie wywiązał się ze swoich obowiązków (za co jestem mu bardzo wdzięczny) i nie przymykał oka m.in na używanie komórek . Podobały mi się bardzo konferencje ks. Tomka, które dużo dały mi do myślenia Modlitwa wstawiennicza, podczas której prosiłem Boga przede wszystkim o nawrócenie była wspaniałym przeżyciem . To właśnie wtedy po raz pierwszy w 100 % uwierzyłem w to , że Bóg istnieje, spełnia nasze prośby. Od tego momentu zapragnąłem żyć bliżej Boga, spotykać się z nim w niedzielnych nabożeństwach. Pamiętam, że podczas spowiedzi, ksiądz zachęcił mnie to codziennej modlitwy, która miała być prostą rozmowa z Bogiem. Wziąłem sobie to do serca i wczoraj , podobnie jak dziś wieczorem pomodliłem się . Postanowiłem również zacząć czytać Pismo i zacząć chodzić na spotkania Wojska Gedeona . Chwała Panu!

 

***

No to może zacznę od początku. Byłam niewierzącą dziewczyną, ogólnie nikt nie umiał wmówić mi, że jest coś po śmierci. Żyłam z dnia na dzień, nie czerpiąc z tego żadnych pozytywnych emocji. Zawsze mówiłam sobie, że każdy mój dzień to dzień bliżej do śmierci. Nie cieszyłam się w żaden sposób z mojego życia, wszystko miałam gdzieś. Oczywiście zgrywałam super dziewczynę, zawsze uśmiechniętą, taką odważną i nie przejmującą się niczym. A tak nie było i nie jest. Wszystko bardzo przeżywam, tylko sama. Jestem bardzo wrażliwa i wole wszystko zatrzymywać w sobie. Kilka miesięcy temu miałam próbę samobójczą, długo nie chodziłam do szkoły, ogólnie masakra. Traciłam przyjaciół, chłopak w którym zakochałam się dobre pare lat temu nadal chce się ze mną tylko przyjaźnić (mniej ważne ale jednak trochę), miałam problemy w domu, mało prywatności. Jedyna myśl w głowie „po co jestem tu potrzebna?” Kilka ludzi, którzy znali mnie bardzo dobrze uważali mnie za taką depresyjną osobę. Ogólnie na te rekolekcje pojechałam sceptycznie nastawiona, nie liczyłam na nic szczególnego. „Pojadę pusta w środku i taka wrócę.” Pierwszego dnia już chciałam wracać, ten dzień to była masakra. Nie modliłam się, nigdy, bo nie umiałam. I też nie chciałam. Następnego dnia miała być spowiedź. Od razu powiedziałam, że nie idę, jednak po pewnym czasie coś jakby pchało mnie żeby tam pójść, do odpowiedniego księdza i w odpowiednim czasie. Kiedy tam byłam zaczęłam płakać. Poczułam coś. Coś szczególnego, czego nie jestem w stanie określić. Wyszłam zapłakana, czułam się taka lekka, pogodziłam się z osobami z którymi byłam pokłócona, zaczęłam się uśmiechać i to nie był już sztuczny uśmiech. Zaczęłam inaczej patrzeć na świat i zaczęłam się modlić. Później działy się również wspaniałe rzeczy, poczułam się ważna. Teraz nie jestem w stanie określić swojej wiary. Na pewno z czasem będę już tego pewna, ale jak to mówiło wiele osób – zaczyna się małymi krokami. Bardzo ciesze się, że mogłam tam być. Wspaniały czas i ludzie.
Chwała Panu!

 

***

Uczestniczyłam w rekolekcjach po raz pierwszy, były one zarówno moim pierwszym bliższym spotkaniem z Panem Jezusem. W chwili gdy jechaliśmy do klasztoru w Czerwińsku byłam przekonana, że będzie to weekend stracony. Zwykle nie poświęcałam zbyt dużo swojego czasu na modlitwę, a największymi wydarzeniami w moim harcerskim życiu były spotkania z młodzieżą na Lednicy. Nadal uwielbiam tam jeździć. Co roku przystępowałam tam do Sakramentu Pokuty i stawiałam przed sobą zobowiązania wobec wiary. W efekcie zawsze jednak wychodziło, że zapominałam o Jezusie. Chodziłam do kościoła z przyzwyczajenia, bo tak nakazywali mi rodzice (są bardzo wierzący) , nie modliłam się codziennie. Moja wiara była pusta i potrzebowała pewnego rodzaju tchnienia do działania. W pierwszym dniu rekolekcji REVOLUTION OF LOVE nie towarzyszyły mi żadne emocje. Byłam sceptycznie nastawiona do całego tego wydarzenia, Dopiero w sobotę wieczorem przed modlitwą wstawienniczą zdałam sobie sprawę, że Pan Jezus powołał mnie na ten Świat z jakiegoś powodu, powołał mnie do życia zgodnego z głoszonymi przez siebie naukami, które powinnam wypełniać. Otworzył mi oczy na moje wewnętrzne zło, którego nie dostrzegałam, na swoją obojętność wobec mojej rodziny i jej problemów. Podczas modlitwy wstawienniczej zrozumiałam, że modlitwa zwycięży każde zło, które dokona się w moim życiu. Jestem przekonana, że teraz może być tylko lepiej! Dziękuję Ci Panie Jezu!

 

***

Rekolekcje to dla mnie wspaniały czas w którym mogłam jeszcze bardziej odkrywać Boga , czuć Go jeszcze bliżej, trwać z Nim .Jadąc na rekolekcje oczekiwałam dużo cudów i jak widać się nie zawiodłam, poczułam dotyk i ciepło które mnie wypełniało, zostały uzdrowione moje myśli, wszystko co mnie trzymało opadło w jednej chwili podczas modlitwy wstawienniczej , czułam się jak bym się narodziła jeszcze raz , od nowa , że mogę wszystko i mogę , ale nie sama , potrzebuje Go do tego a można zrobić rzeczy które nam się nie śniły , dlatego dziękuję, i czekam na resztę cudów, mogłabym tak pisać i pisać co mnie spotkało bo było tego dużo , ale myślę że już zakończę. Chwała Panu

 

***

Chciałam pojechać na rekolekcje, bo wiedziałam że dzieją się tam naprawdę wielkie rzeczy. Moi znajomi z którymi tam pojechałam, jechali po to żeby nie zdawać pytań, po prostu pojechać bo wycieczka, albo coś w tym stylu. Kiedy tam dojechaliśmy zaczęli mówić po co tu są?, mamo przyjedź po mnie, a ja siedziałam cicho, bo tak naprawdę nie widziałam w tym nic złego. Pierwszego dnia nie byłam zniechęcona, ale czekałam aż coś się wydarzy. Kolejny dzień wydawał się powtórzeniem wczorajszego, który widziałam tak: modlitwa, jedzenie, modlitwa. Tak naprawdę to wszystko zmieniło się podczas trwania adoracji, a w moim przypadku zaczęło się od modlitwy wstawienniczej. Chciałam bardzo odczuć miłość Boga, po tym jak ludzie odpowiadali mi co im się działo, ale na modlitwie nie mogłam się skupić. W każdym razie przedstawiłam swoją intencje tj. żeby Bóg kierował moim życiem a ksiądz i dwóch animatorów zaczęło się za mnie modlić. Podczas modlitwy ksiądz powiedział że widzi przede mną drzwi do Boga, i jak chcę to mogę przez nie wejść. Miałam wtedy zamknięte oczy, a widziałam białe światło i jakby za mgłą stały te drzwi. Byłam trochę zła na siebie że nie mogłam się wystarczająco skupić i poczuć właśnie coś bardziej fizycznego jak ciepło albo płacz. Po modlitwie wstawienniczej wróciłam na adoracje, kleknęłam i zaczęłam się modlić aby doświadczyć Ducha Świętego. Poczułam wtedy ciężar na barkach jakby ktoś położył na nich ręce. Zaczęłam płakać. Usiadłam i zaczęłam dziękować Bogu za to że jest ze mną i że pomógł mi się otworzyć. Czułam Jego obecność, jakby z Nim rozmawiałam. Kiedy tak siedziałam, poczułam że parzą mnie stopy, więc pomyślałam że może muszę podejść bliżej ołtarza. Po chwili animatorka powiedziała ,,jak chcecie możecie podejść bliżej”, poczułam że było to do mnie i nie mówiła tego ta dziewczyna tylko Jezus przez nią mi to przekazał. Podeszłam bliżej i zobaczyłam moją koleżankę która siedzi i za wiele się nie angażuje w tą adoracje. Wtedy jakby Bóg dał mi myśl żeby się o nią pomodlić. Chciałam żeby też mogła przeżyć zesłanie Ducha Świętego. Kiedy skończyłam, zobaczyłam jak zaczyna śpiewać i unosić ręce. Przez całą adoracje płakałam i dziękowałam Bogu za to co robi. Cała się trzęsłam, a kiedy powtarzałam słowo ,,Jezus” to poczułam powiew wiatru którego wcześniej nie zauważyłam. Przypomniała mi się piosenka która mówi że w lekkim powiewie przychodzi Pan. Uśmiechnęłam się i zaczęłam płakać ze szczęścia, a wcześniej na modlitwie animatorka powiedziała mi żebym dalej była taka szczęśliwa i uśmiechnięta, i znowu zaczęłam płakać ale tak mocno jak nigdy dotąd. W trakcie adoracji bardzo się otworzyłam i nie myślałam że ktoś ze znajomych może na mnie głupio patrzeć, czułam że jestem tam tylko ja i Jezus. Po adoracji duchem byłam już zupełnie inna. Teraz odczuwam działanie Boga w każdej czynności która robię.

 

***

Chciałabym podzielić się z wami moim świadectwem. Muszę wam się przyznać że wyjazd na rekolekcje nie był dla mnie super sprawą. Byłam do niego bardzo sceptycznie nastawiona, lecz musiałam pojechać. Tak jak spora liczba osób jadących na ten wyjazd chodziły do kościoła bo musieli, albo taka była ich rutyna-zawsze w niedzielę do kościoła. Tak samo było też i że mną. Bóg nie był dla mnie kimś, kto odgrywa w moim życiu bardzo dużą rolę. Nigdy jakoś w niego nie wierzyłam, była to dla mnie zwykła historyjka. Po przyjeździe do klasztoru byłam okrutnie przerażona lecz pomyślałam: jakoś może wytrzymam. Cały czas coś się tam działo. Ksiądz Dec opowiadając nam o Bogu próbował nas do niego zbliżyć. Niby go słuchałam ale nie były to dla mnie bardzo ważne słowa. Poraz pierwszy otworzyłam się w naszej grupce gdzie naszym animatorem był Wiktor. On także próbował nam wszystko wytłumaczyć, sprawdził się świetnie a dzięki temu nasza grupka była zgrana i potrafiliśmy się w niej otwierać. Dużym zaskoczeniem było dla mnie śpiewanie i tańczenia w kościele, gdyż pewnie nie tylko ja zawsze siedziałam cicho w ławce gdyż tak było trzeba. Mówię wam to wszystko po to gdyż to otwierało moje serce przed Bogiem. Na adoracji przed modlitwą wystawiennicza byłam bardzo ciekawa, wszyscy się wzruszali a ja nie wiedziałam czemu. Gdy animatorzy mówili swoje świadectwa naprawdę można było się wzruszyć te słowa dawały bardzo dużo do myślenia. Na modlitwie wystawienniczej czułam się bardzo dziwnie. Otworzyłam serce Bogu, gdy osoby będące tam zaczęły się nade mną modlić na początku poczułam pustkę ogarniająca wszystko wokół mnie a potem poczułam ogromne ciepło i niewiarygodna radość w sercu która nie wiem czym była spowodowana. Po wyjściu wiedziałam że to było ciepło od Boga chciał dać mi do zrozumienia że jest ze mną i mnie wspiera. Nigdy nie lubiłam spowiedzi ale odważyłam się na nią dopiero po modlitwie wystawienniczej, wtedy otworzyłam swoje serce przed Bogiem i wiedziałam że mogę powiedzieć mu wszystko. Dzięki temu poczułam ogromną ulgę. Reszta wyjazdu dała mi do zrozumienia że z Bogiem świat jest piękniejszy. Żałuję że wcześniej tego nie widziałam ale spróbowałam się otworzyć na jego dobro. Mam nadzieję że Wspólnota Wojska Gedeona pomoże mi lepiej poznawać Boga który dał mi siłę by żyć! Chwała Panu!

 

***

Jadąc na te rekolekcje miałem nadzieję, że coś przeżyje. Gdy dojechaliśmy do klasztoru byłem przerażony ale jak się okazało niepotrzebnie. Pierwszy dzień podobał mi się ale to był tylko przedsmak soboty i niedzieli. Następnego dnia była spowiedź. Idąc do spowiedzi troszkę się bałem, po raz pierwszy w życiu tak przeżyłem mocno spowiedź to było coś cudownego. Na adoracji co jakieś 5 minut płakałem do tej pory nie wiem dlaczego. Idąc na modlitwę wystawienniczą bardzo chciałem doświadczyć Jezusa i mi się to udało. Poczułem takie ciepło na barkach i zaczęły mi łzy same płynąć. Jestem teraz bardzo szczęśliwy i potrafię dostrzegać rzeczy których nigdy nie dostrzegłem. Gdy wróciłem do domu miałem duży zapał do nauki i nadal go mam. Chwała Panu!

 

***

Z moim wyjazdem na rekolekcje było trochę inaczej raz nie chciałam jechać,a raz byłam bardzo optymistycznie nastawiona,lecz gdy już wsiadłam w autobus chciałam,aby to jak najszybciej się skończyło. Moje relacje z Bogiem były dosyć ,,dziwne’’? Niby byłam chrześcijanką ale ciągle myślałam o tym czy na pewno Bóg istnieje,a może to jakaś historyjka którą ktoś sobie wymyślił jak mity. Miałam dużo wątpliwości i pytań na które mój ksiądz od religii odpowiadał ale jednak te odpowiedzi mnie nie satysfakcjonowały. Miałam raczej podejście jak nie zobaczę to nie uwierzę. Trudno mi to przyznać ale do kościoła chodziłam wtedy kiedy było spotkanie do bierzmowanie… o codziennej modlitwie nawet nie wspomnę. Podczas rekolekcji dużo się u mnie zmieniło,a zaczeło się od spowiedzi która była czymś pięknym. Ta spowiedź była inna mogłam powiedzieć wszystkie swoje grzechy i nie tylko powiedziałam wszystko co mnie boli, o sytuacjach w moim życiu które ciężko mi zrozumieć itp. Oczywiście na spowiedzi płakałam jak małe dziecko ale po niej nie mogłam się doczekać modlitwy wstawienniczej. Wiedziałam,że ten momenty musi zmienić coś w moim życiu! Podczas modlitwy wstawienniczej zapomniałam słów każdej modlitwy której znałam,gdy zamykalam oczy miałam wrażenie,że się kołyszę,a gdy je otworzyłam byłam w pozycji takiej samej gdy je zamknełam. Potem poszłam do kaplicy pomodlić się,gdy skończyłam łzy same zaczeły mi płynąć nie wiedziałam co się dzieje przecież się nie wzruszyłam. Szczerze mówiąc te rekolekcje bardzo dużo we mnie zmieniły odkryłam nowy sposób na modlitwę w której nie muszę mówić regułek i bardzo mi się to podoba. Spowiedź nie musi wywoływac u mnie stresu i strachu,a moje relacje z Bogiem stopniowo się polepszają. Chciałabym jeszcze raz podziękować za organizacje tych rekolekcji i osobom które wierzyły w nas,że nasze nastawienie się zmieni. Chwała Panu!

 

***

Hejka, chciałam się dzisiaj podzielić z Wami moim doświadczeniem z rekolekcji. A więc może zacznę od początku. Na rekolekcje nie jechałam z jakąś wielka radością, a tak właściwie to pod przymusem. W sumie to chciałam mieć bierzmowanie i tu były 2 opcje; albo pytania, albo ten właśnie wyjazd. Szczerze mówiąc wahałam się czy nie wybrać może pytań, bo nie chciało mi się jechać na 3 dniowe rekolekcje, które jak sama uważałam nie za bardzo zmienią moje życie, a tak właściwie to będzie to tylko zmarnowany czas, który mogłam poświęcić na naukę czy inne bzdury. Kiedy nadszedł piątek nie cieszyłam się ani trochę, bo wiedziałam, że trzeba jechać. Cały tydzień mama zachęcała mnie do pakowania, i mówiła że będzie dobrze, ale oczywiście ja wiedziałam swoje. Przed wyjazdem tata powiedział, że będzie dobrze i żebym się uśmiechnęła, ale chyb to nie wiele mi pomogło. Kiedy dojechaliśmy do klasztoru i jak zobaczyłam warunki w których miałam mieszkać to się przeraziłam. Tak serio to przypadł mi chyba najgorszy z możliwych pokoi, ale jak już pierwszy najgorszy szok minął myślałam że nic mnie tu już gorszego nie spotka, ale myliłam się…. może być coś gorszego, a mianowicie pewien ksiądz. Już na wstępie za spóźnienie dostałam karne 15 przysiadów, ale skomentowałam to jedynie tak, że wyjdzie mi to na dobre, bo przynajmniej schudnę, jak będę robić po tyle za każdą zbiórkę . Tego samego dnia mieliśmy pogodne i konferencję, dlatego nic szczególnego się nie działo – myślałam, że tak będzie przez resztę rekolekcji, tylko je przesiedzę i sobie posłucham o Bogu. Jak to zwykle mawiają pierwszy dzień był najgorszy. Do rodziców pisałam tylko w wyznaczonym czasie, żeby nie zabrali mi telefonu. Ogólnie przed rekolekcjami myślałam że ta komórka serio mi się przyda, żeby zobaczyć co się dzieje na świecie, ale to był ogromny błąd. Przez całe rekolekcje wszystko skutecznie odciągało mnie od telefonu, i nie miałam okazji z niego za bardzo korzystać. Drugiego dnia też dostałam karne przysiady za spóźnienie , ale w sumie się już do nich przyzwyczaiłam i było mi obojętne czy zrobię 15 więcej czy mniej. Koło południa mieliśmy spowiedzi, na którą stwierdziłam, że się udam do księdza, którego poznałam na stołówce podczas nakrywania do stołu. Kolejka nie była najmniejsza, ale stwierdziłam, że poczekam. Po spowiedzi czułam się bardzo lekko, tak jakby ktoś zrzucił ze mnie worek 15- kilogramowy. To była pierwsza taka szczera i „na luzie” spowiedź w moim życiu. Ta spowiedź byłą dla mnie bardzo ważna, ale tego samego dnia kilka godzin później stały się cuda, a mianowicie modlitwa wstawiennicza. Moja grupa została wywołana jako pierwsza, ale ja nie wiedziałam nawet do czego i po co. Wszyscy pytali mnie czy pójdę jako pierwsza, a ja nie miałam nic przeciwko, bo nie wiedziałam że to już. Ksiądz kazał mi zapukać i wejść, więc tak zrobiłam. Później inny ksiądz poprosił mnie o przedstawienie intencji w której ma się modlić, a następnie kazał mi uklęknąć. Tak też zrobiłam. Następnie ksiądz nałożył mi swoje ręce na moją głowę, a animatorki na ramiona – poczułam niesamowite ciepło i nie ukrywam, że było mi tak gorąco, że aż się spociłam. Nagle zaczęłam płakać. I to nie tak sobie powoli szlochać, tylko wodospad łez wypłynął mi z oczu. Gdy ksiądz skończył się modlić wraz z animatorkami przytulili mnie . Gdy tylko wyszłam niektóre osoby z grupy pytały mnie jak tam było, a ja powiedziałam tylko że ok. Później odeszłam kilka kroków dalej i nie obchodziło mnie to, że reszta grupy patrzy, spojrzałam, czy coś się u mnie poprawiło. Gdy zobaczyłam, że jestem zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Wiedziałam, że na 100% mi się nic nie przywidziało. Natychmiast poszłam do kaplicy, i pomimo tego, że wszyscy się patrzyli płakałam i tylko przecierałam nos. Zostałam do końca w kaplicy i dziękowałam Bogu za cud uzdrowienia. Następnego dnia bardzo rano przyszłam na adorację i jeszcze raz za wszystko Bogu podziękowałam. Gdy wróciłam do domu wypełniło się także kilka innych ważnych dla mnie próśb, o które prosiłam. Teraz, kiedy to piszę widzę ogromny postęp bliżej Boga i nie żałuję ani jednej minuty spędzonej w Czerwińsku. Nawet tych przysiadów za spóźnienia, których w podsumowaniu wyszło może ze 100. Ja na 100% wiem, że warto było pojechać pomimo moich sprzeciwów

 

***

Na rekolekcje pojechałem po to, aby móc podejść do bierzmowania. Kiedy już dojechałem na miejsce, to czułem się taki zagubiony. Po pierwszych chwilach w klasztorze zrozumiałem, że to będę bardzo ciężkie 3 dni. Byłem człowiekiem wierzącym, ale nie wiązałem z Panem Bogiem aż tak silnej więzi jak po tych rekolekcjach. Gdy się zdecydowałem na spowiedź, byłem taki przerażony jak to będzie i muszę Wam powiedzieć że było mega, jeszcze nigdy nie było mi tak dobrze po spowiedzi. Mój animator był naprawdę super. Opowiadał nam, że też jest tu pierwszy raz jako animator i też się stresuje, ale powiedział nam żebyśmy się otworzyli i mówili w prost to co odczuwamy. Ja powiem szczerze, że na pierwszym spotkaniu z moja grupką wstydziłem się i nie byłem zbyt wylewny. Po modlitwie wstawienniczej na drugim spotkaniu byłem już bardziej otwarty i się mniej stresowałem. Jak szedłem na modlitwę wstawienniczą to czułem ogromne przerażenie, cały się trząsłem. Gdy tam wszedłem i ksiądz z animatorami się zaczęli nade mną modlić poczułem ciepło na plecach, ciężko to opisać, ale wiem że w 100% był to znak od Boga i doszło do mnie że Bóg naprawdę istnieje. Wzruszyłem się i zrozumiałem wtedy, że robiłem Panu Bogu wielką przykrość tym, że Go zaniedbałem. Od tamtej chwili postanowiłem sobie, że to zmienię. Po mimo moich złych uczynków, wiem że Pan Bóg mnie kocha w każdej chwili. Na zakończenie chcę wam powiedzieć, że nie żałuję żadnej minuty spędzonej podczas rekolekcji i zachęcam gorąco do przeżycia tego samego co przeżyłem w ubiegły weekend.

 

***

Na rekolekcje pojechałem z przymusu przed bierzmowaniem, bardzo nie chciało mi się jechać. Zawsze wydawało mi się, że jestem wierzący, ale Bóg nigdy nie odgrywał ważnej roli w moim życiu. Gdy już dojechaliśmy chciałem, aby ten czas jak najszybciej przeminął. Pierwszego dnia byłem do wszystkiego niechętny. Po nocy obudziłem się wciąż niechętny do tego wszystkiego, aż do zajęć w grupkach dzielenia. Była to pierwsza rzecz, która mi się spodobała. Z minuty na minutę było tylko lepiej. Do spowiedzi nie chciałem iść, jednak niedługo przed nią coś mi kazało pójść. Przed samą spowiedzią się lekko stresowałem, lecz z wejściem na salę wszystko odeszło. Czułem, że wyznawałem grzechy Bogu, a księdza jakby tam nie było. Gdy wyszedłem, czułem się strasznie lekko. Myślę, że w tamtym momencie się nawróciłem. Byłem pewny, że podczas adoracji coś się wydarzy. Podczas Adoracji czułem się zalewany Bogiem i wiarą. Następnego dnia czułem się bardzo dobrze, przestałem czegokolwiek z tego wyjazdu żałować. Podczas tych rekolekcji poznałem wspaniałych ludzi, a co najważniejsze poznałem Boga. Chwała Panu!

 

***

Chciałbym opisać swój wyjazd z rekolekcje. Myślałem, że ten wyjazd jest bez sensu i nic mi to nie da. W pierwszym dniu byłem lekko przerażony i chciałem wracać do domu, lecz przezwyciężyłem strach i następnego dnia już się niczego nie bałem. W drugim dniu czyli w sobotę podczas konferencji czułem jak bym był na zwykłej lekcji religii, gdy się dowiedziałem, że będzie spowiedź oko w oko z księdzem wydawało mi się to trochę dziwne, przecież zawsze spowiadałem się w konfesjonale. Nie wiedziałem jak to będzie wyglądać, lecz powiedziałem sobie: „a czemu nie spróbować?”. Po spowiedzi poczułem się taki czysty, jakbym zrzucił plecak z kamieniami na ziemię, od tamtego momentu czułem się zupełnie inaczej. Podczas adoracji gdy Pan Jezus został wystawiony na ołtarzu – nie wiedziałem że Jezus może być tak blisko każdego z nas. No i przyszedł czas na modlitwę wstawienniczą, przed wejściem na modlitwę myślałem sobie jak to może wyglądać? Po wejściu na modlitwę, gdy uklęknąłem i powiedziałem za co chciałbym się pomodlić. Po wyjściu poczułem ciepło i obecność Pana Boga. Po tych rekolekcjach zupełnie inaczej patrzę na Boga – nie chodzę do kościoła bo muszę, lecz chodzę z czystej przyjemności spotkania Boga. Zachęcam wszystkie osoby do wyjazdu na rekolekcje, ponieważ jest to świetne doświadczenie można poznać wielu różnych ludzi oraz poznać przeszłość animatorów. Chwała Panu.

 

***

Cześć, chciałam się dzisiaj podzielić z wami moim doświadczeniem z rekolekcji, które odbywały się w Czerwińsku. A więc zacznę od początku. Na rekolekcje nie jechałam z jakąś wielką radością, a tak właściwie to pod przymusem. Kiedy nadszedł piątek nie byłam jakoś zadowolona z tego powodu. Kiedy dojechaliśmy i weszliśmy do klasztoru i zobaczyłam pokój przeraziłam się, z pierwszego punktu widzenia wyglądało to jak jakiś sierociniec. Kiedy pierwszy raz poszliśmy na zbiórkę ks. Bogdan kazał nam robić karne przysiady, bo twierdził, że jesteśmy za głośno. Myślałam, że te trzy dni będą jak koszmar. Kolejny dzień wydawał się powtórzeniem wczorajszego. Ale wszystko zmieniło się od modlitwy wystawienniczej, kiedy weszłam do pokoju w którym był ks. Dec i dwóch animatorów. Uklęknęłam i powiedziałam swoją intencję, wtedy zaczęli się za mnie modlić i po skończonej modlitwie ksiądz zapytał się mnie czy mam jakieś problemy z kolanem, ja odpowiedziałam że tak. Wtedy zaczęli się modlić za mnie jeszcze raz i poczułam wtedy takie ciepło oraz przeszły mnie dreszcze. Po modlitwie wróciłam na adoracje uklęknęłam I zaczęłam się modlić żeby doświadczyć Ducha Świętego. Po modlitwie wstawienniczej i adoracji zrozumiałam, że modlitwa zwycięży każde zło, które pojawia się w naszym życiu. CHWAŁA PANU